19-100 Mońki    ul. Białostocka 25;    tel. 85 716 27 43;    e-mail:    biblioteka4dzieci@op.pl

Rozmowa Barbary Kuprel z dr hab. Katarzyną Citko



B. K.: Czy można uznać pisanie wierszy za Pani pasję?

K. C.: Nie wiem. Pisanie wierszy jest dla mnie sprawą prostą i skomplikowaną jedno-cześnie. Prostą, bo naturalną. Kiedy wiersz przychodzi mi do głowy, zapisuję go, kiedy zaś nie mam ochoty na pisanie, nie zmuszam się do tego. Pasja jest czymś, czemu człowiek poświęca się bez reszty, ja zaś nie angażuję całego swo-jego życia dla poezji. Z drugiej strony jednak, jeśli uznamy pasję za coś, co bez reszty pochłania nas emocjonalnie, zawłaszcza na moment tworzenia i wyrywa z potocznego strumienia życia, to być może moje pisanie wierszy można na-zwać pasją.

B. K.: A co z patkami, czy one również Panią pasjonują?

K. C.: Pasjonuje mnie przyroda, natura, bujność kwiatów późną wiosną, leniwe życie moich kotów, czujne egzystowanie mojego psa. Ptaki dokarmiam zimą i wtedy obserwuję je przez lornetkę, ich różne zachowania przy karmniku: ruchliwość sikor, stadne nawyki stołówkowe dzwońców i jemiołuszek, durnowatą nieru-chawość kwiczołów, spryt dzięcioła wiszącego głową do dołu, determinację sójek, ładujących się do karmnika, do którego ledwie się mieszczą. Jest to spek-takl pasjonujący, o wiele ciekawszy od nudnych i ogłupiających programów telewizyjnych.

B. K.: Jaką rolę odgrywają ptaki w Pani wierszach?

K. C.: Ptak to symbol. Jak kwiat, ogień, góra, słońce. Symbol uniwersalny, o podobnej konotacji w wielu kulturach. Ponieważ ma skrzydła, jest wyrazem uduchowienia. Gaston Bachelard uważa ptaka za "wytwór powietrznego ruchu", to znaczy za czyste skojarzenie myśli. Ptaki, podobnie jak dzielący z nimi posiadanie skrzydeł aniołowie, są symbolami myśli, wyobraźni i szybkiego nawiązywania łączności z absolutem. Ptaki latające nisko uosabiają przyziemność, wysoko zaś - pasję duchową. Są także przywołaniem wolności, nieskrępowanego lotu wśród chmur.

B. K.: Jaki jest Pani ulubiony ptak?

K. C.: Feniks, oczywiście. Jest nieśmiertelny, szlachetny, prawy, mądry, a przy tym wszystkim, jak już się zestarzeje, pomarszczy i zbrzydnie, spala się czystym pło-mieniem i odradza się z popiołów. Któż nie chciałby być taki, jak on?

B. K.: Gdzie znajduje Pani inspiracje twórcze?

K. C.: Wszędzie. W kałuży i w zupie, w psim śnieniu o pogoni za zającem, w wierszach innych poetów, w uwierającym bucie i w uwierającym życiu. O, szczególnie w uwierającym życiu. Sztuka nie rodzi się z zadowolenia, tylko z cierpienia, swojego, innych, i z niezgody na nie.

B. K.: Czym według Pani jest pasja?

K. C.: Jak już wspomniałam, pasja to poświęcenie się czemuś bez reszty, bez ogląda-nia się na konsekwencje, straty i zyski, zatracenie się w spełnianiu się w czymś, co uważamy za misję.

B. K.: Czy zechce nam Pani opowiedzieć o swoich pasjach?

K. C.: Nie umiem zatracić się do końca, poświęcić całego życia dla jednej idei. Ale mam różne życiowe fascynacje. Na przykład oglądanie krwawych horrorów. Albo czytanie książek. Zwiedzanie świata. Celebrowanie spotkań w bardzo wą-skim, elitarnym gronie przyjaciół. No i uprawianie ogrodu. Z roślinami mogę nawet rozmawiać, zwracając się do nich po ich łacińskich imionach. Brzmi to dostojniej niż w naszym rodzimym języku: nie jakaś tam lipa, ale Tilia. Nie ja-skier, tylko Ranunculus. Nie pospolicie brzmiący wiciokrzew, tylko poetyckie Caprifolium...

B. K.: Cechy, których szuka Pani u ludzi.

K. C.: Życzliwość, dobroć, inteligencja, cięty dowcip.

B. K.: Cechy, które najbardziej Pani ceni u przyjaciół.

K. C.: To, że są. I że potrafią być na dobre i na złe. Tylko to się liczy, nie jakieś tam przymioty. Wierność i fakt, że można na kimś polegać. Niezachwiana pewność, że jeśli zadzwonię do któregoś z nich o drugiej w nocy i powiem, że mnie za-mknęli w więzieniu w Meksyku za przemyt narkotyków, usłyszę: nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze, już do ciebie jadę…

B. K.: Czego nie cierpi Pani ponad wszystko?

K. C.: Zakłamania, bufonady i oczerniania innych ludzi. Dlatego też nie przepadam za politykami.

B. K.: Kiedy Pani kłamie?

K. C.: Rano, wieczorem i w południe. Nawet w nocy, we śnie, mi się zdarza. Tak je-steśmy wychowani do życia w społeczeństwie, że nie możemy być autentyczni ani szczerzy, bo poczytano by nas za niewychowanych gburów. Ważne jest, aby nie zapominać przy tym o istnieniu prawdy i odróżniać ją od fałszu, a także by w sprawach wielkich i ważnych, tych określających nasze człowieczeństwo, nie być blagierem. Natomiast drobne mijanie się z prawdą jest niczym innym niż konwenansem, chęcią nie urażenia bliźnich, uszanowania ich odmienności.

B. K.: Jaka jest Pani dewiza?

K. C.: Chyba nie mam żadnej. Teoretycznie pragnę żyć tak, jakby każdy kolejny dzień był moim ostatnim w życiu, ale w praktyce nie zawsze mi się chce...

B. K.: Co chce Pani powiedzieć czytelnikom swoich wierszy na zakończenie naszej rozmowy?

K. C.:
Edward Lear napisał w jednym ze swoich wierszy o sobie w następujący sposób:

"Jak dobrze jest znać Pana Leara,
Co tyle napisał bazgranin,
Niektórzy go cenią nad wyraz,
Niektórzy zaś mają go za nic."
Nie mam nic przeciwko temu, by moi czytelnicy myśleli o mnie podobnie:
Jak śmiesznie jest znać Kaśkę Citko,
Co wiersze pisuje czasami,
Niektórzy o niej myślą brzydko,
Zaś inni nie mają jej za nic."

B. K.: Serdecznie dziękuję za rozmowę i życzę wszystkiego dobrego.

Barbara Kuprel
Strona główna